Nie miałam drobnych pieniędzy, żeby zostawić synkowi na bułkę słodką do szkoły. Zostawiłam mu 10 zł, za 2 miał kupić bułkę a resztę oddać.
Siedzę w pracy, a on dzwoni do mnie i pyta czy może kupić zmazywacz do pióra. Pozwoliłam, a on poszedł do ulubionego sklepu - Mikora na zakupy.
Przychodzę z pracy a on już dziwnie się uśmiecha. Pytam co zmajstrował, a on mi puszcza zabawkowego szczura po podłodze . Kupił sobie w Mikorze. I jeszcze kolejny zeszyt.
Pytam o resztę z 10 zł, a dostaje od synka jakieś grosze. Pytam ponownie "gdzie reszta" a on zadowolony - "jest przecież trochę reszty".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz