poniedziałek, 18 kwietnia 2011

3.

Już wiosna i coraz cieplej. Po obiedzie nalałam zimnej wody do kuchennego zlewu i wstawiłam do niego niedzielny rosół, by ten szybko wystygł. Gdy po jakimś czasie chciałam go schować do lodówki, wydawało mi się, że jakoś go duuuuuuuużo w tym garnku i chyba skisł, bo piana pływała.
Okazało się, że synek umył ręce w zlewie i nie zauważył tego gara z rosołem.
Zupa nie skisła; to płyn do mycia naczyń spłukany z jego rąk sobie pływał na powierzchni.
I mimo, że rosołu było naprawdę dużo, to nie nadaje się już na poniedziałkowy obiad.
Nawet na pomidorówkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz