Wiosna ostatnio deszczowa tego roku.Synek pożyczył sobie do szkoły mój parasol. Prosiłam, błagałam by nie zgubił. I nie zgubił /a gubi prawie wszystko/.
Tego samego dnia kupiłam mu jego własny mały czarny rossmannowski parasol, bo drżałam o mój własny.
Na nastepnym dzień, juz słoneczny, wracam z pracy, a przed blokiem, na ławce przy piaskownicy siedzi moje dziecię pod nowym parasolem. Wołam go natychmiast; pytam:
- Po co Ci parasol?
- Przed słońcem sie chowam.
- Do domu!!!
Okazało się, że parasol już nie chciał się złożyć. Piasek był w środku parasola, na parasolu, w drutach parasolowych, wszędzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz